wtorek, 16 października 2012 10:37

DOYLE BRAMHALL II na dwóch koncertach w Polsce

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Agencja Koncertowa Tangerine kolejny już raz udawadnia, że nie jest zainteresowana przeciętniakami. Wysokość poprzeczki wyznaczył w 2005 roku Derek Trucks Band. W listopadzie przylatuje do Pol ski na dwa koncerty, jeden z najlepiej ocenianych w muzycznym świecie gitarzystów - Doyle Bramhall II. Syn genialnego perkusisty z The Nightcrawlers. Jak się okazało, niedaleko pada jabłko od jabłoni. Dzieciak przesiąknięty klimatem teksańskiego bluesa zanim sam stał się sławny, zdążył zagrać z największymi muzykami z tamtych stron.


A jak mocny jest Teksas w tej materii każdy fan blues-rocka doskonale zdaje sobie sprawę. Już jako szesnastolatek występował z samym Jimmie Vaughanem, starszym bratem Stevego Ray Vaughana, w jego słynnym The Fabulous Thunderbirds. Jimmie wspominał o absolutnie wyjątkowej stylistyce młodego Doyla, ale zaznaczał również, że Doyle śmiało wychodzi poza ramy powszechnie rozumianego bluesa. Mówił też, że młodziutki Doyle jest już muzykiem bardzo wyrazistym, potrafiącym zagrać niezwykle emocjonalnie i agresywnie. Po prosu, nie sposób pomylić jego gry z kimkolwiek innym. I tak jest w istocie. Europejczycy jednak, docenili Doyla dopiero po wspólnej trasie z Rogerem Watersem (In The Flesh), gdzie w magiczny sposób wespół ze Snowym Whitem, odtworzył na żywo wszystkie gitarowe partie Davida Gilmoure’a. Wielu twierdzi, że zrobił to wręcz oszałamiająco. Jego widowiskowy sposób gry i porywające gitarowe sola, przydały dodatkowego blasku występom zespołu Rogera Watersa. Eric Clapton również dojrzał ogromy potencjał tkwiący w tym muzyku. Zaprosił Doyla i Dereka Trucksa na wspólną trasę. Wydaje mi się, że postawił na dwa najlepsze konie. Tak Doyle jak i Derek znakomicie spisali się w owym projekcie. Teraz znała go już cała Europa, a dodatkowo wszystko to wyglądało na symboliczne przekazanie pałeczki kolejnemu pokoleniu. Clapton jak widać, wiedział co robi.

 

 

Nie sposób nie wspomnieć o jego solowych projektach; o fantastycznym albumie „Jellycream” wydanym w 1999 roku przez potężną RCA. Dwa lata później Doyle Bramhall II i jego Smokestack wydają porywający „Welcome”. Jeszcze prędzej słuchacze mieli okazję poznać mocno osadzony w bluesie album oszczędnie zatytułowany „Doyle Bramhall II”. Celowo cofałem się w tej historii. Doyle prawdziwe wojenne szlify zdobył bowiem w super grupie Arc Angels. To w tym zespole Doyle wyraźnie określił się jako muzyk. Razem z gitarzystą Charlie Sextonem oraz sekcją rytmiczną Double Trouble Stevego Ray Vaughana, Chrisem Laytonem i Tommym Shannonem nagrał wyborny, dziś już legendarny album. Debiutem Arc Angels zachwycili się wszyscy. Po raz pierwszy Doyle i jego zespół pokazali się światu w słynnym programie Davida Lettermana – Late Night wykonując piękność o tytule „Living In A Dream”. Niestety, po trzech latach wybornych koncertów, ale i też po trzech latach walki Doyla z nałogiem, Arc Angels przestali isnieć. Doyle często powtarzał później w wywiadach, że doskonale wiedział ile nadziei pokładano w tym zespole. Powrócili w 2009 roku. Do dziś nikt nie ogłosił rozwiązania grupy, więc śmiało można zakładać, że Doyle i reszta Towarzystwa ,nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.

 

Trudno Doyla nazwać gitarzystą bluesowym. Trudno też o nim powiedzieć, że jest rockowym fighterem. A jednak genialnie łączy w swojej stylistyce jedno i drugie. Obdarowany dodatkowo pięknym głosem, potrafi, jak sądzę, zagrać wszystko. Brzmi to może dość enigmatyczne ale Doyle bardzo swobodnie czuje się w repertuarze rockowym, bluesowym i jazzowym. Wychowany w duchu teksańskiego blues- rocka czyni z tej, dość już mocno ogranej formuły, nową jakość. Z całą pewnością należy obok Dereka Trucksa, Johna Mayera czy Joe Bonamassy do forpoczty kolejnego pokolenia gitarowych geniuszy. Nie robi za gwiazdę, a mógłby, bo przecież zapraszają go na scenę i do studia najwięksi. Derek Trucks w jednym z wywiadów, podczas koncertów z Claptonem i Doylem zapytany o współpracę z tym drugim, odpowiedział: cokolwiek złego wydarzyłoby się na scenie podczas występu, ja zawsze byłem spokojny. Miałem obok siebie faceta, który potrafi dosłownie wszystko. Gdyby trzeba było zastąpić perkusistę, z całą pewnością Doyle zrobiłby to najlepiej. Tyle Derek Trucks.

 

Będziecie mieli okazję przekonać się niebawem sami, jaki naprawdę jest ten Doyle Bramhall II. Oceniając jego temperament po muzyce jaką stworzył, widząc jego grę na scenie, można spodziewać się wszystkiego. Doyle jest nieprzewidywalny. Włączcie sobie np dvd Rogera Watersa In The Flesh w finałowej solówce Comfortably Numb. Myślę że ta chwila doskonale oddaje geniusz tego bardzo wszechstronnego muzyka.

 

Zapraszamy.

 

Powiązane artykuły (wg słów kluczowych)

W górę